Kliknij tutaj --> 🌟 recenzja filmu dzieci z dworca zoo

Krąg narkomanów, recenzja książki pt. My, dzieci z dworca Zoo. Ostatnio przeczytałam książkę pod tytułem "My, dzieci z dworca Zoo" napisaną przez piętnastoletnią dziewczynę, Christiane F., która bardzo wcześnie weszła w towarzystwo narkomanów. W wieku dwunastu lat zaczęła palić haszysz, a jako Twoja recenzja. Twoja ocena: Pole jest wymagane * Potwierdzam, że zapoznałem się z My dzieci z dworca ZOO Christiane F. 24,81 zł. 34,70 zł Spektakl "Dzieci z dworca ZOO" to impresja na temat najważniejszych wątków poruszonych w książce i filmie. Taniec współczesny jako środek wyrazu jest w stanie spojrzeć na tę opowieść z innej strony i pokazać to, co do tej pory być może umknęło uwadze odbiorców. Znajdź odpowiedź na Twoje pytanie o Na podstawie własnych zaobserwowań lub filmu "Dzieci z dworca zoo" wyjaśnij czy narkotyki niszczą relacje międzyludzkie. … sztelek13 sztelek13 Druga połowa lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Berlin Zachodni, enklawa normalnego świata w środku socjalistycznej Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Dworzec ZOO – stacja kolejowa po „zachodniej” stronie muru berlińskiego, miejsce s Avis Sur Site De Rencontre Je Contacte. “My, dzieci z dworca ZOO” to jedna z tych książek, którą przeczytałam jednym tchem. To wspomnienia Christiane F., która już jako nastolatka była uzależniona od heroiny i aby zdobyć kolejną działkę prostytuowała się. A przecież pochodziła z dobrego domu i dobrze się uczyła. Jej oczami mogliśmy zobaczyć, co się działo na ulicach Berlina w latach 80. Rodzice się rozstali, a zbuntowana i zakochana nastolatka uciekła w imprezowe życie do znajomych. Kiedy na HBO pojawił się serial, chciałam go obejrzeć, mimo niezbyt dobrych recenzji. Wir Kinder vom Bahnhof Zoo “My dzieci z dworca ZOO” – to była przełomowa książka. Dla mojego pokolenia, urodzonych w roku 80 – kultowa wręcz. To taka książka, której nie dawało się do czytania rodzicom, aby ich nie szokować. Czytało się ją szybko, z wypiekami na policzkach i z niemałym przerażeniem w oczach. To był ten rodzaj lektury, po której odechciewało się brać narkotyki, a dworzec ZOO stał się miejscem tak przerażającym, że jak byłam w nim po latach, to nadal przeszywał mnie lekki dreszcz. Kolejną pozycją, był osadzony w polskich realiach “Pamiętnik narkomanki”, ale to stanowczo nie było to. Ale trzymajmy się serialu “My, dzieci z dworca ZOO”. Twórcy serialu od razu we wstępie napisali, że nie będzie to wierna adaptacja książki, ale jedynie jej interpretacja. Nawet zmienili niektóre imiona bohaterów, aby było to bardziej wyraziste. Zarzuty, z którymi się spotkałam w sieci to przede wszystkim zbyt cukierkowe przedstawienie postaci. Narkotyki przedstawione jako dobra zabawa, młodzież bogata, uśmiechnięta i ubrana rodem z “Vogue”. Tu się muszę zgodzić. Oni byli tacy glamour, że aż się chciało ich oglądać, bo wyglądali świetnie. Szczupli i długonodzy. Klasa i szyk. Futra, skórzane trenche i fantazyjne buty. (Dynastia i Peaky Blinders to też seriale skupione na modzie tamtych czasów). Pozorna sielanka – kto z nas nie chciałby zdobywać świata z taką paczką! Chodzić do klubów z takimi fajnymi ludźmi. Mieć gdzie uciec, kiedy w domu go wszyscy denerwują, a rodzice mają w nosie ich problemy. Ale sielanka musiała się kiedyś skończyć i tak się stało już w połowie sezonu. Główny zarzut to jednak taki, że ich życie zostało przedstawione w taki sposób, że nie zniechęca za bardzo do brania strzykawki do rąk. Ich zgrana paczka, przeżycia, nocne wizyty w wesołym miasteczku oraz halucynacje były bardziej zachęcające, niż zniechęcające. Nie do końca się zgadzam z tym zarzutem. Może na początku to wygląda jak sielanka. Uważny widz jednak, szybko się zorientuje, że to wszystko gra pozorów. Że nawet ta młodzież to nie są przeciętni nastolatkowie, ale pochodzący z rozbitych lub dysfunkcyjnych rodzin. Może ich życie we wspólnocie momentami kusi, ale ostatecznie daje nauczkę – nikt raczej nie chciałby skończyć w dworcowej toalecie, czuć się współwinnym śmierci przyjaciela, wić się z bólu na odwyku lub wylądować na ulicy, a później w więzieniu. Najlepiej obejrzeć cały sezon i wyciągnąć wnioski. Dzieci z dworca ZOO – za młodzi i za piękni? Christiane, Stella, Babsi, Benno, Axel i Michi tworzą zgraną paczkę młodych ludzi (Kto zabił Sarę? też jest społeczność młodzieży), którzy wzajemnie mogą na sobie polegać i dobrze się bawią. Narkotyki ich łączą i mimo, że je bardzo często zażywają to nadal są młodzi i piękni. Nikogo nie krzywdzą (za wyjątkiem siebie, biorąc narkotyki), chcą się bawić i lubią adrenalinę. Nie ma tam mowy o niechcianych ciążach, chorobach i nawet toalety na dworcu są wysprzątane i nie budzą odrazy. Na początku też mnie lekko drażniło, że to takie “Różowe lata 70-te”, a nie serial o tym co było przedstawione w książce. Ale do książki, która była przygnębiająca i smętna, nie chciałabym już wracać. Zatem serial to taki powiew świeżości, który pokazuje, że nie zawsze wszystko jest takie, na jakie wygląda. My, dzieci z dworca ZOO – punkt zwrotny Zarzut cukierkowości, można też łatwo odeprzeć – w okolicach 6. odcinka ten obraz diametralnie się zmienia. ( W serialu Bridgerton także zwrot nastąpił po 6. odcinku, czyżby taka moda? ) Problemy nagle stają się widoczne i młodzież brzydnie w oczach. Następuje taki moment zwrotny. Nagle kończy się euforia i to, co czego im zazdrościliśmy. Pojawiają się ofiary (czytający książkę dobrze zapamiętał, że niektórzy z paczki nie przeżyją “złotych strzałów” i pożegnają się ze swoim młodym życiem w obiecującym momencie, kiedy już się wydawało, że wyszli na prostą). Śmierć Babsi została przedstawiona w dość zaskakujący i najbardziej tragiczny sposób. W końcówce 7. odcinka. Czternastolatka o nieskazitelnej twarzy dziecka. Jej jedyną wadą była naiwność i uległość. Miała największego pecha – została przetrzymywana przez kilka dni przez klienta, który okazał się być brutalny. I może jednak twórcy serialu zrobli dobrze, że podeszli z interpretacją książki w ten właśnie sposób. Młodzi, dobrze ubrani, przebojowi, tacy po których byśmy się nie spodziewali – tacy też popadają w uzależnienia. Miłość Christiane i Benno była romantyczna i taka mogła przecież być. Moim zdaniem dobrze, że pokazano też to, jak często on ją zawodził, choć był słodki, kochał ją i o nią dbał. Na narkomanie nie można polegać. Narkomani nie umieją utrzymywać więzi. Nie ma też tam oskarżeń – kto kogo ciągnął na dno. Oboje ciągnęli się jednocześnie lub na przemian. Wzruszające były te odwyki, które przechodzili razem. Irytujące nieustanne branie narkotyków i zarabianie na nie swoim ciałem. Chciałoby się napisać, że drażnił w nich brak silnej woli, aby z tym skończyć, ale właściwie to oni nie chcieli z tym skończyć. Dbanie o siebie rozumieli przez wzajemne dostarczanie heroiny. Dlaczego? To pytanie jakby wisi nad całym serialem. Każdy z szóstki bohaterów miał jakiś powód. Christiane zbuntowała się bo jej rodzice się kłócili – matka miała romans, usunęła dziecko z jej ojcem. Ten z kolei był nieodpowiedzialny i choć kochał żonę i córkę to jednocześnie nie umiał z nimi żyć. Chciał dobrze, ale nie wychodziło. Potem przywiózł sobie tajską żonę z Tajlandii itd. Ale Christiane miała i tak najlepiej – rodzice, zawsze jej szukali (wtedy byli zgodni) i w domu czekało na nią zawsze ciepłe łóżko. Jej rodziców stać było również na to, aby wysłać ją na odwyk do kliniki i na rozmaite terapie. Nieustannie była też wysyłana na wieś, w celu odseparowania jej od berlińskiego towarzystwa. Christianne nabierała tam sił. Na wsi czuła się lekko znudzona, ale zajmowała się końmi, które były jej pasją. Nadal dbała o styl, stąpając po lesie w nienagannej fryzurze, kusej spódniczce i szpilkach. Stella nie miała zbyt dużego wyboru, nie bardzo miała gdzie uciec i szukać wsparcia. Miała matkę alkoholiczkę i została zgwałcona przez jej partnera. Musiała wcześnie dorosnąć i przejąć rolę opiekunki rodzeństwa. Trochę to może nierealne, że po odsiadce została bizneswoman (burdelmamą), naganiającą młode dziewczyny do pracy na ulicy. Narkotyków nie porzuciła. My dzieci z dworca zoo zakończenie Babsi była jedną z najbardziej intrygujących postaci. Miała wszystko – mieszkała w okazałym pałacu z babciami! Niewiarygodnie bogata, piękna i uzdolniona plastycznie, ale bogactwo szczęścia jej nie dało. Miała jedynie 14 lat, ale trapiła ją śmierć ojca i babcie nie radziły sobie z jej wychowaniem. Nieszczęśliwie zakochała się w DJ-u z nocnego klubu. To była jej wielka niespełniona miłość platoniczna. Axel był zakochany w Christiane (ale ona wybrała innego) i zapowiadał się na dobrego rzemieślnika. Beno (w którego życiu czasem pojawiała się postać ojca listonosza) zaczął sprzedawać się za pieniądze, aby zarobić na operację dla ukochanego psa. Niestety, zanim uzbierał stracił ukochanego pupila-przyjaciela. Łatwo się wciągnął w nałóg i wpadł w “złe towarzystwo”, ale ostatecznie on jeden wyszedł na prostą i zdał maturę w więzieniu. Przykłady można byłoby mnożyć. Byli to jednak nastolatkowie z problemami. Niezrozumiani. Poddatni na wpływy. Uzależnieni stawali się bezbronni i nawet nie widzieli, że staczają się na dno. Obraz całkiem wiarygodny, jak na tamte czasy, kiedy narkotyki dopiero wchodziły i były “zakazanym owocem”. Nie do końca znano też ich skutki uboczne. A jak wiadomo, zakazany owoc to obiekt pożądania chętnych do eksperymentowania młodych. Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres dzieci z dworca ZOO” swoją premierę miały pod koniec lat 70. (w Polsce w wydaniu książkowym pojawiły się niemal dekadę później) i od tamtej pory historia Christiane F. oddziałuje na wyobraźnię kolejnych pokoleń czytelników. Nastolatkowie sięgają po nią skuszeni obietnicą kontrowersyjnego spektaklu, pełnego seksu i narkotykowych tripów, przez co ugruntowują jej kultowy status. Z tego powodu z przenoszeniem opowieści na ekran wiąże się wiele pułapek. Trzeba przetłumaczyć obecne w niej wątki na współczesny język, jednocześnie nie zatracając jej istoty. Uli Edel miał zadanie ułatwione. W 1981 roku nie musiał szukać nowych kontekstów, wystarczyło jedynie przyśpieszyć narrację, wybrać odpowiednie linie fabularne, aby móc oddać sens książki. Cztery dekady później sprawa jest już o wiele bardziej skomplikowana. Zmieniły się czasy, a wraz z nimi oczekiwania i kompetencje odbiorcze widzów. Twórcy serialu stanęli więc przed nie lada wyzwaniem i zrobili wszystko, aby jemu podołać. Tak jak Edel rezygnują ze znanej z książki przydługiej ekspozycji. W oryginale 12-letnia Christiane zaczyna swoją przygodę z narkotykami od haszyszu, potem sięga po tabletki i psychodeliki, aż w końcu upadla się heroiną. Ośrodek dla młodzieży, klub Sound i tytułowy dworzec ZOO jawią się w tym wypadku kolejnymi kręgami piekła. Zarówno w filmie, jak i nowej produkcji tego nie ma. W serialu po krótkim wstępie od razu trafiamy do Sounda i protagonistka szybko sięga po, jak sama to nazywa, „h”. Jakby pełna nazwa narkotyku była przekleństwem, a wypowiedzenie jej miało być ostatecznym dowodem ich upadku, bohaterowie ciągle korzystają z tego skrótowca. Z wyjątkiem ostatniego odcinka, to zawsze jest „h”, której zażycie okazuje się niczym „stanie na zimnie i okrycie się ciepłym kocem”. Jak to się rozwija, wszyscy dobrze wiemy. Jest fajnie, przyjemnie, aż postacie sięgają dna, zaczynają się prostytuować za działkę i próbują znaleźć wyjście z sytuacji, w jakiej się przeciwieństwie do Edela, twórcy serialu mają czas, aby pokazać relacje rodzinne nastolatków. Poznajemy stosunek Christiane do ojca, który dopóki nie okazuje się przemocowcem jak w książce, wzbudza naszą sympatię i uwodzi swoim chłopięcym urokiem. Upadek protagonistki, wzorem oryginału nierozerwalnie wiąże się z rozpadem związku rodziców. Stopniowo odkrywamy też powody, dla jakich inne postacie zdecydowały się sięgnąć po narkotyki. Stella próbuje uciec od matki alkoholiczki, Babsi ma dość etykiety wyższych sfer, a Benno nie może dogadać się ojcem. Powoli zatapiamy się w świecie ich wszystkich, bo każdy i każda z nich jest pełnowymiarowym bohaterem ze zrozumiałym i wiarygodnym portretem psychologicznym. Annette Hess i jej współpracownicy jak mogą starają się podkreślić uniwersalizm swojej historii, obdarzając ich cechami, z jakimi może utożsamiać się dzisiejsza młodzież. Chcą uwspółcześnić opowieść, tak aby była atrakcyjna dla młodego dzieci z dworca ZOO/HBO Wspomniany Benno jest odpowiednikiem książkowego Detlefa i wplątuje się w podszytą homoseksualną fascynacją relację z Michim, a matka Christiane wydaje się typowo współczesną kobietą niezależną, która nie potrzebuje mężczyzny, aby czuć się spełnioną. Podobnych uaktualnień opowieści jest oczywiście więcej. Najbardziej jednak odczuwalne są za sprawą ścieżki dźwiękowej. Klimat epoki, w jakiej rozgrywa się akcja oddaje chociażby Changes Davida Bowiego, ale obok niego równie dobrze brzmi Chandelier w nowej aranżacji, czy dobrze nam znane Dog Days Are Over w wykonaniu Florence + The Machine. Taki misz masz tematyczny i muzyczny wydobywa z opowieści nowe znaczenia i pozwala nam spojrzeć na nią w zupełnie nowym kontekście. Jednakże od strony wizualnej twórcy jednocześnie odzierają ją z większości ładunku emocjonalnego. Berliński underground hipnotyzuje feerią barw i stroboskopowym światłem, ale jednocześnie razi niewiarygodną próbował znaleźć filmowy ekwiwalent dla brutalnie realistycznego języka książki. Dlatego ludzie na dworcu ZOO poruszali się niczym zombie, ubrania były poszarpane, a stan czystości publicznych toalet pozostawiał wiele do życzenia. Zarówno po lekturze, jak i obejrzeniu produkcji czuło się nieodpartą potrzebę pójścia pod prysznic, aby zmyć z siebie wszechobecny w treści brud. W serialu tego nie uświadczymy. Postacie ciągle prezentują się jak z okładek kolorowych czasopism, Christiane i jej przyjaciele chodzą w czyściutkich ciuchach, a szalety powalają higieniczną bielą. Świat przedstawiony nie jest odpychający, a kuszący i nęcący. Kolejne dramaty rozgrywają się w sterylnych przestrzeniach, nie ma tu obrzydliwych wymiocin, czy innych fekaliów. Pomimo podejmowanego tematu jest miło i przyjemnie. Brak tu jakiegokolwiek ciężaru emocjonalnego, co zubaża wydźwięk poruszając historii. Twórcy starają się to nadrobić i ewidentnie bardziej niż na realizmie zależy im, aby oddać stan psychiki i ducha dzieci z dworca ZOO/HBO Annette Hess i jej współpracownicy wybierają język nadmiaru. Wzbogacają opowieść licznymi metaforami. W uniesieniu w Soundzie bohaterowie rzeczywiście wznoszą się ku sufitowi, Babsi jest mrocznym korytarzem ściągana na dno, a zjeżdżająca w dół winda staje się odpowiednikiem autostrady do piekła, którą podąża protagonistka. Twórcy nasączają narrację surrealizmem, wybierając stylistykę znaną z „Requiem dla snu”. „My, dzieci z dworca ZOO” o wiele lepiej by jednak działały, gdyby poszli ścieżką wyznaczoną przez Danny'ego Boyle'a i jego „Trainspotting”. W tym jednak kształcie serial jest przyjemny w oglądaniu, ale nie zmusi nas do głębszych przemyśleń. Pozostawi po sobie mgliste, aczkolwiek miłe wspomnienie. A chyba nie o to chodziło dziennikarzom „Sterna”, kiedy spisywali historię Christiane F. Wszystkie odcinki „My, dzieci z dworca ZOO” obejrzycie na HBO GO. 12-letnia Christiane po rozwodzie rodziców mieszka z siostrą Sabine i matką w niewielkim mieszkanku w Gropiusstadt - ogromnym, szarym blokowisku Berlina Zachodniego. Znudzona i zmęczona dotychczasowym życiem, wieczorami pożycza od matki szpilki i spaceruje po ulicach miasta, marząc o wyprawie do "Soundu" - najnowocześniejszej wówczas dyskotece Berlina. Kiedy jej młodsza siostra postanawia wyprowadzić się do ojca, życie Christiane staje się jeszcze trudniejsze do zniesienia. Wraz z koleżanką z klasy - Kessi oraz grupką nowo poznanych znajomych szuka ucieczki w klubach, lekach, narkotykach i alkoholu. Pewnego wieczoru Christiane poznaje Detlefa, długo rozmawiają gdzieś na dachu Europa Center, zbliżają się do siebie. Kiedy dowiaduje się, że chłopak zaczął brać heroinę, postanawia odciąć się od niego. Nie na długo... Powstały w 1981 roku film Ulricha Edela wywołał niemałe poruszenie zarówno w środowisku filmowców, jak i osób powiązanych z Departamentem ds. Narkotyków. Nakręcony na podstawie książki powstałej z fonograficznego zapisu rozmowy w 1978 roku dziennikarzy Kaia Hermanna i Horsta Riecka z 15-letnią wówczas Christiane Verą Felscherinow, która miała być świadkiem w jednym z procesów. Początkowo wywiad miał na celu poszerzenie i uzupełnienie informacji na temat sytuacji berlińskiej młodzieży. 2 godziny przerodziły się w 2 miesiące. Zamiast krótkiego artykułu powstała jedna z najbardziej wstrząsających książek XX wieku, której adaptacja przyniosła Edelowi w 1981 roku nagrodę Złotego Ekranu. Ale o sile przekazu filmu zadecydowała nie tylko poruszająca historia 12-letniej narkomanki i jej przyjaciół z berlińskiego dworca ZOO, lecz także postawienie przez twórców na jak największą autentyczność zarówno miejsc, jak i odtwarzających główne role aktorów. Sceny z Gropiusstadt kręcone były w bliźniaczym blokowisku, zaledwie kilka ulic dalej, a młodzi ludzie występujący w rolach nieletnich toksykomanów to amatorzy. Jedynym "profesjonalistą" wydaje się pojawiający się gościnnie David Bowie, który jest także twórcą ścieżki muzycznej do "Dzieci", a wybór tego akurat muzyka nie jest bynajmniej rzeczą przypadkową. Patrząc na Natję Brunckhorst (Christiane) i Thomasa Hausteina (Detlef) trudno oprzeć się wrażeniu, że ci dwoje naprawdę pogrążeni są w narkotykowym ciągu, że jest dla nich za późno, jak śpiewał do zapatrzonej w niego na koncercie Christiane David Bowie w "Station to Station". "It's too late"... Także montaż filmu i delikatna stylizacja na dokument + muzyka Bowiego (idola Christiane) przenoszą widza do zadymionych klubów, brudnych dworcowych toalet i pełną ludzi największą handlową ulicę Belina - Kurfunstendamm. Wejście z każdą minutą staje się przyjemniejsze, a zjazd boli jak nigdy dotąd. Najsłabszą stroną obrazu jest jego... długość. Przenoszenie na ekran tego typu literatury bez wątpienia do najłatwiejszych nie należy, a bez pominięcia niektórych fragmentów i dodania bądź niewielkiej zmiany tego czy tamtego dostaniemy biograficzny usypiacz w rodzaju obsypanego (nie wiedzieć czemu) nagrodami "Aviatora". Edel wyszedł z tego obronną ręką, a ściślej mówiąc, nie schrzanił sprawy na całej linii, co w 100% udało się twórcom historii sławnego miłośnika maszyna latających. Niekiedy sceny ciągną się w nieskończoność i mamy wrażenie (zwłaszcza, jeśli znamy papierowy oryginał), że czegoś tutaj brakuje, ale niestety, nie można mieć wszystkiego. Patrząc na efekt końcowy dochodzimy do wniosku, że pominięcie niektórych wątków i drobna "kosmetyka" w stosunku do oryginału wyszły "Dzieciom" zdecydowanie in plus. Fakt, mogło być lepiej, ale chodzi tutaj przecież nie tyle o estetykę dzieła co o jego przekaz, a że ten jak najbardziej na równi z klimatem jest do samego końca na swoim miejscu - czepiać się na siłę nie będę. Chciałabym móc powiedzieć, że "Christiane F." ogląda się naprawdę przyjemnie, świetna muzyka, przekonujące aktorstwo wschodzących gwiazdek ekranu, czego chcieć więcej. Jednak nie mogę. Film od początku aż do tragicznego końca przytłacza i, co tu dużo ukrywać, wykańcza psychicznie kadr po kadrze. Staje się jeszcze cięższy, gdy zdamy sobie sprawę, że oglądamy zapis prawdziwej historii, która wydarzyła się nie tak dawno i wcale nie tak daleko od nas. Historia Christiane to przede wszystkim bezkompromisowe przedstawienie prawdziwego oblicza narkomanii i jej wpływu na życie młodego człowieka. To opowieść o samotności, zagubieniu i rozpaczliwym poszukiwaniu swojego miejsca na świecie. Jest to jednak także kawał dobrego, choć nie pozbawionego drobnych błędów, europejskiego kina. Jeżeli macie siłę i ochotę na mocny, obdzierający ze złudzeń o romantyzmie nałogu i skłaniający do refleksji film, "Dzieci z Dworca Zoo" będą doskonałym użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (100 głosów). FilmChristiane F. - Wir Kinder vom Bahnhof Zoo19812 godz. 18 min. {"id":"30641","linkUrl":"/film/My%2C+dzieci+z+dworca+Zoo-1981-30641","alt":"My, dzieci z dworca Zoo","imgUrl":" Christiane i jej chłopak Detlef są uzależnieni od narkotyków. Oboje parają się prostytucją, aby zdobyć pieniądze na kolejną działkę. Więcej Mniej {"tv":"/film/My%2C+dzieci+z+dworca+Zoo-1981-30641/tv","cinema":"/film/My%2C+dzieci+z+dworca+Zoo-1981-30641/showtimes/_cityName_"} {"linkA":"#unkown-link--stayAtHomePage--?ref=promo_stayAtHomeA","linkB":"#unkown-link--stayAtHomePage--?ref=promo_stayAtHomeB"} Wstrząsająca ekranizacja pamiętników Christiane F. 12-letnia Christiane, dorastająca w blokowiskach Berlina, nie ma żadnych zainteresowań. Wraz z koleżanką trafia do lokalu, gdzie kwitnie handel narkotykami. Tam poznaje niewiele starszego Detlefa, który jest uzależniony od heroiny. Dziewczyna zaczyna od wdychania białego proszku, z czasem sięga po strzykawkę. Coraz głębiej grzęźnie w nałogu, a gdy zaczyna brakować jej pieniędzy, zostaje Felscherinow była konsultantką przy tym filmie, mimo to nie została uwzględniona w napisach końcowych. Większość statystów na dworcu Zoo, a także w klubie Sound zagrali prawdziwi narkomani, prostytutki i zwyrodnialcy, zebrani przez twórców wyłącznie na potrzeby filmu. 12-letnia Christiane po rozwodzie rodziców mieszka z siostrą Sabine i matką w niewielkim mieszkanku w Gropiusstadt - ogromnym, szarym blokowisku Berlina Zachodniego. Znudzona i zmęczona dotychczasowym życiem, wieczorami pożycza od matki szpilki i spaceruje po ulicach miasta, marząc o wyprawie do "Soundu" - najnowocześniejszej wówczas dyskotece ... więcejzdaniem społeczności pomocna w: 87%Już na wstępie nie będę ukrywała, że film "My, dzieci z dworca Zoo" niestety mnie rozczarował. Muszę przyznać, że chcąc zekranizować książkę opowiadającą o losach nastoletniej Christiane, reżyser filmu - Uli Edel miał ogromne pole do popisu, bowiem lektura jest niesamowicie wciągająca, a przede wszystkim zaskakująca. Zawsze z żalem oglądam filmy, w ... więcejzdaniem społeczności pomocna w: 48% Może to wina tego, w jakich czasach powstawał film, ale moim zdaniem jest okropnie niedopracowany i nieprzemyślany. Książka miała niesamowity klimat, za to film zbyt szybko przeskakuje od jednego etapu do drugiego. Przeczytałam książkę, filmu jeszcze nie obejrzałam ale przez całą książkę nie mogłam po prostu pojąć jak można być tak głupim jak główna bohaterka. Przecież zanim wzięła heroinę to doskonale wiedziała, że ludzie, którzy ją biorą bardzo szybko kończą na samym ... więcej Otóż nic podobnego. Requiem dla snu było zmyśloną historyjką podrasowaną dobrą techniką kręcenia scen i przejmującą muzyką w celu przestrogi przed braniem narkotyków i ukazania niektórych życiowych tendencji w środowisku USA. Aby owa przestroga nabrała bardziej ... więcej Ogółem film był do przeżycia, osobiście oceniłam go na 'dobry'. Jednak to zakończenie było takie nagłe, niespodziewane, że szok. Ominęli naprawdę baardzo dużo, czas tracili za bardzo na pokazywanie miasta, na początku jazdę pociągiem i pokazywaniem właściwie otoczenia i sam ... więcej Ten film pokazuje praktycznie wszystkie konsekwencje związane z zażywaniem heroiny i należy mu się szczególny szacunek za to że był taki właśnie "realistyczny". Sięgnąłem po audiobooka jako stary zgred, zaciekawiony entuzjastyczną reakcją młodzieży. No i w sumie te bardzo realistyczne, nieszczędzące drastycznych szczegółów wspomnienia robią duże wrażenie mimo nienajlepszej tu wręcz podręcznikowy przykład drogi dziecka do narkotyków: dorastanie w ubogiej dzielnicy Berlina, gdzie dzieciaki były kompletnie ignorowane: gdziekolwiek usiłowały się bawić, zaraz im ten teren zabierano, ogradzano, betonowano. W domu zaś dysfunkcjonalna rodzina, sadystyczny ojciec, zapracowana matka, rozwód rodziców, dzieci pozostawione same sobie, bardzo słaby kontakt z matką. Miejsce rodziny zajmuje grupa rówieśnicza, która staje się całym życiem Christiane. W efekcie bohaterka, delikatna, wrażliwa, niegłupia dziewczyna, zaczęła się narkotyzować w wieku 12 lat, a po trzech latach nałogu miała bagaż doświadczeń życiowych większy od niejednego brakuje momentów drastycznych, historia staczania się narkomana podana jest ze wszystkimi wstrząsającymi szczegółami: zanik uczuć wyższych, prostytucja, dewiacje seksualne, szczegółowe opisy ćpania, książka nie oszczędza czytelnika. Bohaterka tkwi w błędnym kole odtruć, odwyków i zaćpań, które prowadzą do zupełnego upadku moralnego. W pewnym momencie zaczyna towarzyszyć Christiane śmierć, przedawkowują przyjaciele, sama bohaterka poważnie myśli o 'złotym strzale'. Z czasem śmierć staje się wszechobecna i jakoś okazji warto zwrócić uwagę na dramat matki Christiane, która najpierw odsuwa od siebie niewygodną prawdę, a potem usiłuje jakoś pomóc córce, i, widząc że wszelkie jej wysiłki do niczego nie prowadzą, wpada w nerwicę i piekło rzecz jest słaba, napisana dosyć topornym i drętwym językiem, jest sporo powtórzeń, słucha się tego ciężko. Kudy jej do 'Heroiny' Piątka traktującej o tym samym temacie. Niemniej wartość książki leży w codziennym, wręcz kronikarskim zapisie rozwoju uzależnienia. Dlatego tak ważna jest dla młodzieży, której ten straszny nałóg są też losy bohaterki po ukazaniu się książki, można je prześledzić w audiobooka w świetnym wykonaniu Aleksandry Tomaś.

recenzja filmu dzieci z dworca zoo